piątek, 5 sierpnia 2016

1 czerwca 1998r.

- Hermiona, nie widziałam cię cały dzień - szatynka rzuciła szybkie spojrzenie przez ramię. Przez próg kuchni przeszła Ginny opatulona w koc. 
- Odsypiałam w dzień – odrzekła, przewracając kartkę dziennika. 
- Zamieniasz się w nocnego marka – okrążyła starszą Gryfonkę i stanęła za jej plecami. – Co tak zaciekle czytasz? – schyliła się i oparła podbródek o jej bark. 
- Moje notatki. 
- Prowadzisz pamiętnik? – spytała skonsternowana rudowłosa, odrywając się od kobiety. 
- Nie – uśmiechnęła się lekko. – Tu są zawarte moje wszystkie spostrzeżenia dotyczące Horkruksów i... wiesz kogo. Notuję to, by potem analizować. Wiesz, wszystko może się przydać. 
- I co? Wyczytałaś coś ciekawego? 
- Jak na razie nic sensownego – westchnęła ciężko, odkładając dziennik na stół. - To jest jak układanka. Są tu poszczególne kawałki, lecz nie mogę ich z sobą dopasować. Brakuje jakiegoś spoiwa, czegoś, co nadałoby temu wszystkiemu sensu. 
- Punktu wspólnego? 
- Właśnie. Albo wszystko to jest tak odległe od siebie, albo to ja mam zaburzony tok logicznego myślenia – przetarła oczy i rozciągnęła się na krześle. 
- Nie możesz spać czy nie chcesz? – zagadnęła Ginny, chcąc jak najprędzej oderwać dziewczynę od natrętnych myśli. 
- Kiedyś nie chciałam, bo miałam zbyt dużo pracy. Teraz nie mogę. 
- Mam pomysł. Co powiesz na ciepłe mleko? Moja mama w dzieciństwie zawsze, kiedy nie mogłam zasnąć dawała mi szklankę podgrzanego mleka z miodem – zaproponowała, sięgając do lodówki. 
- W sumie kiedyś moja mama też dawała mi je przed snem – uśmiechnęła się. – Mogę spróbować. 
- To świetnie. Jeśli mam być szczera to specjalnie tu po nie przyszłam – zaśmiała się dziewczyna i odstawiła dzbanek z mlekiem na bok. 
- Serio? – zawtórowała jej Hermiona. 
- No co? Te dwa rude, starsze patałachy mnie zbudziły – mruknęła. Sięgnęła po dwa kubki i rzuciła spojrzenie na zegar. – Jest druga. Druga w nocy! A im się zachciało wybuchów na górze! 
- Słucham?! – roześmiała się szatynka. – Wybuchów? 
- Tak, wybuchów! Wyobraź sobie, że tak mi się dobrze spało jak nigdy normalnie – jęknęła, wyjmując różdżkę i wkładając ją do pierwszej z brzegu szklanki. Hermiona z rozbawieniem obserwowała, jak opatulona puchatym kocem Gryfonka marszczy czoło, energicznie mieszając różdżką w kubku. – Nagle słyszę świst, a potem huk! No po prostu paranoja! Nie mam pojęcia, co oni robili tam o tej porze i dlaczego nikogo poza mną nie zbudzili. Jak poszłam do nich na górę, żeby się z nimi rozprawić to nikt mi nie otworzył! Rozumiesz to?! – szybko przełożyła rozgrzaną różdżkę do drugiego kubka, a Hermiona podciągnęła nogi na krzesło i ułożyła swoją głowę na kolanach. 
- Może im się coś stało? – zapytała, sama niezbyt w to wierząc. 
- A skąd! – postawiła parujący napój przed starszą Gryfonką. – Słyszałam stłumiony chichot. Z rana się z nimi policzę – oznajmiła, kręcąc głową. Upiła łyk ze swojego kubka, po czym dodała nieco spokojniej: - Nie było miodu. 
- Dziękuję, przeżyję bez. Wracasz już na górę? 
- Tak, szybko to wypiję i idę do łóżka. Ty też powinnaś, chociaż nie wiem, czy dadzą ci spać – wymownie podniosła wzrok na sufit. - Przysięgam, że zabiję tych durniów. 
- Wiem, Ginny, wiem. Przekażę im to, jeśli ich spotkam. 
- Nie przekazuj. To będzie morderstwo z zaskoczenia. 
- Przerażasz mnie. 
- Dopóki nie budzisz nikogo w środku nocy to jesteś bezpieczna. Dobranoc - rzuciła przez ramię Weasley'ówna, wychodząc. Hermiona pokiwała z niedowierzaniem głową. To była namiastka normalności, tak dawno nieobecnej w ich życiu. Potrzeba im tego, nawet bardzo, ponieważ niektórzy tracą część siebie. Wojna wysysa z nich całą energię i chęć do życia. Trudno jej to przyznać, ale musi być szczera wobec siebie samej - naprawdę się zmieniła. Nie jest tą samą dziewczyną, co rok temu. Rzadko kiedy ma powody do śmiechu, nie ma czasu w ciągu dnia, by wypić spokojnie herbatę, czy iść na spacer, a ostatnią książkę czytała dla relaksu kilka tygodni temu. Musi odzyskać nad sobą kontrolę, stabilność. W końcu nikt nie wyobrażał sobie takiego wejścia w dorosłość. Zbliżają się jej osiemnaste urodziny. Zwykle spędzała je z rodzicami. Mama piekła tort, zwykle ze słodkimi, soczystymi truskawkami, które obydwie uwielbiały, a tata chował prezent w garażu, myśląc, że nic o tym nie wie. To były naprawdę świetne czasy. Miała gdzieś nawet album z kilkunastoma zdjęciami sprzed kilku lat. Kiedy tylko będzie miała wolny czas musi go znaleźć. 
Wzięła głęboki wdech, sięgnęła po dziennik i gorące mleko. Upiła łyk, a drugą ręką przejrzała swoje zapiski, otwierając na zagiętej stronie. Usłyszała głośne kroki, spod ciężkiego buta i doskonale wiedziała, kto idzie. 
- Czym wkurzyłaś Weasley? - od razu skierował się w stronę kuchenki i czajnika. Podniosła głowę, spoglądając się na niego. 
- Ja niczym. To zasługa bliźniaków - odrzekła, ponownie odłożywszy notatki. Irytacja jej nie dosięgła, lubiła z nim rozmawiać. Był dobrym towarzyszem w dyskusji i wymianie myśli. 
- To dziwne, bo jesteś bardziej denerwująca od nich dwóch - przemilczała tę złośliwość, na co on uśmiechnął się pod nosem. - Kawy? 
- Nie, dziękuję. Mam swój trunek - zdziwiony, odwrócił głowę w jej stronę. 
- Mleko? - w jego oczach błysnęło coś na kształt rozbawienia. - Dziecina chce iść spać? - zapytał protekcjonalnym tonem. 
- Za czasów dzieciństwa to mi pomagało, Malfoy. Trzeba łapać się wszystkiego - odparła z przekorą. Podpalił kuchenkę różdżką i wstawił na nią czajnik. Podwinął swoje rękawy, a ona skrępowana przeniosła wzrok na swój kubek. 
- Może załatwić ci misia do przytulania? - zakpił, wsypując kawę.
- Pamiętam, że miałam przytulankę - odpowiedziała w zamyśleniu, wpatrując się w kubek, po obrzeżu którego wodziła bezwiednie palcem. Nagle uśmiechnęła się krótko. - W wakacje, tuż przed pierwszym rokiem w Hogwarcie spałam z nią ostatni raz. Była wtedy taka ogromna, niemal sięgała mi do ramion, ale wiesz, byłam wtedy niższa o kilkanaście dobrych centymetrów niż teraz. Miała biały kolor i była w kształcie zwykłego misia - odstawiła napój i poprawiła się na krześle, zdejmując z niego nogi. - Chciałam być taka dorosła i dojrzała, więc postanowiłam, że nie mogę więcej z nią spać. Przy gruntownym sprzątaniu pokoju spakowałam ją do jednego z kartonów i została wyniesiona na strych. Teraz trochę tego żałuję, bo byłaby to wspaniała pamiątka. 
- Wiem, że miałem pluszaki w wieku około trzech lat. Przynajmniej tak twierdzi moja matka i kilka zdjęć - mruknął, wciąż odwrócony do niej plecami. 
- Nie masz żadnych wspomnień z dzieciństwa?
- Nie mam takich, którymi chciałbym się chwalić - odparł krótko, opierając się o blat i spuszczając głowę. Czajnik zaczął gwizdać. Nie śpieszył się ze zdjęciem go z ognia. Odczekawszy chwilę, oderwał się od szafki i przeczesał swoje włosy. Dopiero wtedy chwycił za czajnik. - Dziś jesteś wcześniej. Zwykle o tej porze parzę kawę. 
- Nie mogę zasnąć. 
- Odzwyczaiłaś się od wcześniejszego spania. Za dużo na siebie bierzesz - stwierdził, siadając naprzeciwko szatynki. 
- Trudno zasnąć bez mojej przytulanki - skwitowała, co zaowocowało lekkim śmiechem blondyna. 
- Kupię ci następną na urodziny, jeśli chcesz. Będzie większa od poprzedniej - obiecał z lekkim rozbawieniem. 
- Kiedy ty masz urodziny? 
- Nie obchodzę, Granger. 
- Słucham? Dlaczego? - zapytała zdziwiona. 
- Jeden rok życia z głowy. 
- Nie sądziłam, że jesteś pesymistą.
- A wyglądam na optymistę? - spytał, unosząc brew. 
- Na realistę, który zna datę swoich własnych urodzin. 
- Jestem bardziej uparty od ciebie, dziecino - oświadczył, patrząc na nią spod byka. 
- Dobra, Malfoy. Zagrajmy po twojemu - przytaknęła, a on posłał jej pytające spojrzenie. Odchyliwszy się na krześle, odstawiła kubek do zlewu. Wróciła do poprzedniej pozycji, lekko nachylając się nad stołem. Zaciekawiony uśmiechnął się i potarł palcami swój podbródek. - Informacja za informację? - zaproponowała. 
- Mam ci podać datę swoich urodzin, a ty w zamian za to powierzysz mi swój największy sekret? 
- Powiedzmy - przewróciła oczami. - To jak? 
- Opowiedz mi, co z twoimi rodzicami? - zapytał bez wahania. Zdziwiła się tak bezpośrednim pytaniem. Opadła na oparcie krzesła. Skąd wiedział, w jaki punkt uderzyć? Czy świadomie chciał rozerwać tę ranę? 
- Malfoy... - zaczęła ostrzegawczym tonem. Siedział prosto przed nią, świdrując nieustępliwym wzrokiem. - Jesteś naprawdę podły, jeżeli zapytałeś o to specjalnie - wyszeptała. Przez ułamek sekundy jego brwi zmarszczyły się, ale szybko się zreflektował i pochylił się w jej stronę, zdejmując buty z krzesła obok. 
- Nie, to nie był cios, Granger. To nie miało zaboleć - oznajmił, patrząc w jej oczy, lecz nie odpuścił. Wiedziała, że wciąż oczekuje odpowiedzi, nie odpuści. Sama się w to wpakowała. Ślizgoni nie poddają się i z natury zdobywają to, czego chcą.
- Dobrze. Moi rodzice są mugolami, ale to już wiesz - zaczęła, chcąc dopiąć tę grę do końca. Szybko i bezboleśnie. - Oboje są dentystami, leczą ludziom zęby. Nie mam rodzeństwa. Aktualnie przebywają gdzieś w Australii, na wakacjach, nie mając pojęcia o tym gównie, które dzieje się w naszym świecie - powiedziała gorzko.
- Odizolowałaś ich? 
- Rzuciłam zaklęcie zapomnienia. Wyczyściłam im pamięć dotyczącą mojej osoby - uśmiechnęła się smutno. Wyprostował się na krześle i westchnął ciężko. 
- Dość egoistyczne - skwitował kwaśno, kładąc dłoń na stół. Zauważyła jak bawił się srebrnym sygnetem swojego rodu, obracając go na palcu. 
- Dzięki temu ich chronię. 
- Jesteś ich jedynym dzieckiem. Być może ich chronisz, ale coś jednak tracą. Może być tak, że nie przeżyjesz tej wojny, że oboje pójdziemy do piachu, a nawet wszyscy w tym budynku. Nikt wtedy nie zwróci im pamięci o tobie, by mogli cię godnie pochować, a nie spalić twoje zwłoki czy wyrzucić na dno morza - skończył, po czym zapadła cisza. Ona wpatrywała się pustym wzrokiem w drewnianą powierzchnię stołu, zaś on wciąż wpatrywał się w Gryfonkę, szukając emocji na jej twarzy. Widział jak się gubi w swoich myślach. Analizowała jego słowa. 
- Piąty czerwca. Piszesz pamiętnik? - zagadnął, spoglądając na czarną okładkę. 
- Nie. Dziennik z obserwacjami. To już za kilka dni - zamrugała kilkakrotnie i westchnęła. 
- Prowadzisz eksperyment? 
- O Sam-Wiesz-Kim, tylko on o tym nie wie - zaśmiała się. 
- Co ciekawego napisałaś? - bez pytania pochwycił notes. Szybko przekartkował go, zatrzymując go na środku. Spojrzała na niego gniewnie. 
- Nie bierze się czyichś rzeczy bez pozwolenia, Malfoy - zignorował jej słowa i przeczytał na głos: 
- Dziennik Toma Riddle'a, jad z kła bazyliszka, Pierścień Marvolo Gaunta, miecz przesiąknięty jadem. No cóż nawet siedmiolatek z twoich notatek wywnioskowałby, ze jad bazyliszka niszczy Horkruksy. To nic nowego, Granger - mruknął, odrzucając to na stół. Oburzona pochwyciła dziennik. 
- Wiem, Malfoy. Potrzebuję jakiejś nowej informacji, czegoś, co ruszyłoby to wszystko. 
- Dotyczącego Horkruksów? 
- Tak jest - odparła. Upił łyk swojej kawy, a ona zobaczyła coś dziwnego w jego oczach. 
- Granger, daj mi to jeszcze raz - polecił. Zrezygnowana podała mu swoje zapiski, a blondyn niczym od niechcenia otworzył je na pierwszej stronie. Westchnął i zaczął wertować tekst. Widziała jak suwerennie czyta każdy wers i rozmyśla. Najwyraźniej nie uznał tego za idiotyczne bujdy szlamy. Było tego sporo. Jej wszystkie uwagi zostały spisane przez sięgnięcie do wspomnień z drugiego roku. Potrwa to kilka minut, pod warunkiem, że nie zrezygnuje w połowie czytania. Myśląc, że jest zbyt zajęty, wychyliła się lekko i przysunęła jego kubek w swoją stronę. Wzięła łyka i natrafiła na jego karcący wzrok. 
- Nie bierze się czyichś rzeczy bez pozwolenia, Granger - mruknął i wrócił do czytania. Uśmiechnęła się pod nosem. Przez resztę czasu siedzieli w ciszy. Hermiona dopijała jego kawę, najwyraźniej nie było szans na sen, zaś mężczyzna kilkukrotnie wystawiał wymownie dłoń w stronę dziewczyny. Wtedy ona podawała mu kawę, a on wypiwszy łyk, zwracał go szatynce. - Dziecino, myślałem, że jesteś mądrzejszą dziewczynką.
- Słucham? - nagle przerwał czytanie, a w jego oczach kpina mieszała się z rozbawieniem. 
 - Hogwart. Nic o nim nie napisałaś - oświadczył oskarżycielsko. Posłała mu pytające spojrzenie. - Chyba nie myślisz, że Sama-Wiesz-Kto wysłał tam swoich najlepszych ludzi do użerania się z gówniarzami. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz